Na brzegu rzeki Piedry usiadłam i płakałam - Paulo Coelho
Leżała na półce, skąd się wzięła - nie wiem. Ale tak leżała i patrzyła. A ja musiałam sięgnąć po jakąś niewymagającą lekturę. Pomyślałam - skoro już tak leży to przeczytam... Tyle razy wytrzeszczyć oczy, ze zdziwienia i bezsilności, co przy czytaniu tej książki to chyba nigdy wcześniej mi się nie zdarzyło. Normalnie to bym odłożyła tam skąd wzięłam i zapomniała. Ale... Kiedyś chyba wspominałam, że nawet gdybym bardzo chciała odciąć się od tematyki religijnej to nie dam rady, bo prawie każda książka wybierana pod kątem odpoczynku od studiów akurat posiada wątek kościelno-duchowo-metaficzny, nazwijmy to ogólnie. A ta konkretna to aż w nadmiarze. Poczynając od ubóstwienia Matki Bożej i utożsamiania jej z jakąś boginią wody, poprzez dziwne zbiegi okoliczności, które mają być dziełem opatrzności oraz człowieka będącego klerykiem a jednak prowadzącego całkiem świecki tryb życia aż po moc uzdrawiania, którą można sobie oddać jeżeli zaczyna nam przeszkadzać w życiu. A i jeszcze było coś o ...